AOL Tech

T-Mobile pod lupą: Oprogramowanie i podsumowanie

Setup

Firma Google nigdy wcześniej nie bawiła się w robienie telefonów, ale nawet zanim zaczęła, miliony użytkowników smartphone'ów na całym świecie właśnie Google'owi zawdzięczały część swojego szczęścia. Wszystko za sprawą stworzonej przez Google'a olbrzymiej, uniwersalnej platformy, z której codziennie w różnych celach korzysta niemal każdy z was. Oczywiście liczba osób korzystających z MobileMe też nie jest mała, ale usługa nie umywa się pod żadnym względem do Google'a.

Czym to się objawia w praktyce? Ciężko nam opowiedzieć jak proste jest korzystanie z G1, nawet za pierwszym razem. Wystarczy nazwa użytkownika i hasło konta na Google i gotowe. Jeśli nie macie konta na Google (ale kto dzisiaj nie ma konta na Google) zawsze możecie je założyć w niecałe 5 minut z poziomu swojego telefonu. Jeżeli wcześniej korzystaliście z Gmaila, kontaktów i kalendarzy na Google, już po chwili poczujecie się jak u siebie.

Problem w tym, że nie każdy chce synchronizacji kontaktów z Google Contacts. Aplikacja odstaje poziomem od reszty, jest wręcz beznadziejna. Sama na chybił trafił dodaje kontakty do książki adresowej, bazaując na tym do kogo, wg niej, często pisujecie. W rezultacie powstaje długaśna lista nie poukładanych kontaktów, która oczywiście automatycznie przenoszona jest na wasz telefon. Może to skutecznie zniechęcić użytkownika podejmującego pierwsze próby korzystania z maila przez G1. Istnieje za to opcja szybkiego tworzenia kontaktów tylko dla Androida i można wyświetlać wyłącznie kontakty, do których przypisany jest numer telefonu. Tak czy inaczej, przydałby się jakiś wizzard, żeby uprzątnąć ten cały bałagan.

Mimo niedociągnięć, Google udało się zrobić duży krok na przód, jeżeli chodzi o ułatwienie procesu zmiany telefonu. Zwykle przy użyciu ActiveSync, iSync, IntelliSync czy innegoSync proces przenoszenia danych na nową maszynę jest bolesny i długotrwały. Czasem synchronizacja skasuje coś z peceta, czasem dane odmawiają posłuszeństwa i nie chcą dać się skopiować. Przy tym przed tą całą zabawą trzeba połączyć telefon z komputerem za pomocą kabla.

Sytuacja jest jeszcze gorsza, jeśli nie korzystacie ze smartphone'a. Niektóre sieci oferują usługę kopiowania kontaktów, możecie też pomęczyć się z Bluetoothem czy kartą SIM. W każdym razie zajmie wam to sporo czasu. W przypadku Androida natomiast, wystarczy się zalogować. Wszystko czego potrzebujecie jest dostępne w kilka sekund. To bardzo ważne udogodnienie dla użytkownika, ale i dla Google. Dzięki temu AdWord przyniesie jeszcze większe zyski.

Interfejs


Interfejs jest nowoczesny i atrakcyjny, ale duża ilość kontrastujących barw i nieco komiksowy wygląd nie wszystkim przypadną do gustu. Google najwyraźniej nie kieruje urządzenia do użytkownika biznesowego, co potwierdza brak obsługi VPN, Microsoft Exchange i BlackBerry Enterprise Server. Brakuje tu podstawowych funkcji ustawień. Dla przykładu, aby zmienić rozmiar czcionki trzeba ściągnąć darmową aplikację o nazwie "Spare Parts". Zmiana czcionki jest ważna nie tylko dlatego, że może ułatwiać niektórym osobom korzystanie z aparatu, ale też dlatego, że czcionka domyślna jest dziwacznie wielka. Menu może wyświetlić tylko sześć poziomów w orientacji pionowej. To samo dotyczy czytania emaili. Przy 3,2-calowym ekranie sześć linijek to naprawdę niewiele. Do tego wspomniany programik "Spare Parts" nie jest wolny od błędów. Po zmianie orientacji wyświetlacza rozmiar czcionki zmienia się ponownie na domyślny.

Android jest łatwy w użyciu, ale brak tu konsekwencji. To może wkurzać. Sprawia też, że nauka obsługi systemu trwa dłużej, niż powinna. Dla przykładu: aby skasować kontakt trzeba na nim dłużej przytrzymać palec. Zaznaczony kontakt zrobi się biały i pojawi się okno wyboru, z którego możemy wybrać usunięcie kontaktu. Jeśli chcecie usunąć ustawiony na jutro alarm, możecie trzymać na nim palec przez cały dzień i nic to nie da. W tym przypadku po krótkim naciśnięciu zostaniecie przekierowani na następny ekran, gdzie możecie wybrać opcję skasowania alarmu. I po co tak kombinować?

G1 ma też problemy z rozróżnieniem dłuższego przyciśnięcia i ruchu przewijania (scroll). Kiedy telefon wykryje, że poruszyliście palcem choćby o milimetr, zapomni o tym, że długo trzymaliście go w jednym miejscu. Przez to, jeśli przez przypadek poruszycie palcem, zamiast przejść do menu wyboru, uda wam się przesunąć dany obiekt o milimetr.

Z drugiej strony, opcja dłuższego przytrzymania pozwala na kopiowanie/wklejanie tekstu pomiędzy dowolnymi poziomami systemu, za co jesteśmy bardzo wdzięczni. Co prawda większość użytkowników nigdy nie używała funkcji kopiuj/wklej na telefonie, ale to zapewne tylko dlatego, że ich wcześniejsze platformy nie stwarzały do tego warunków. Android je stwarza i jesteśmy przekonani, że uznacie funkcję za bardzo przydatną. Wystarczy, że będziecie chcieli wkleić np. kawałek maila do opisu spotkania w kalendarzu.



Wrażenie zrobił na nas system powiadomień Androida. Po prawej sronie całkiem standardowego na pierwszy rzut oka paska statusu pojawiają się standardowe informacje: godzina, stan baterii, zasięg, pobieranie danych, WiFi i tryb ciszy. Z lewej strony paska natomiast coś nowego. Każda aplikacja może dać o sobie znać i poinformować właściciela, że wydarzyło się coś ciekawego - komunikator, mail, poczta głosowa, lista zadań itp. - do tego może wyświetlić się króciutka wiadomość (np. kawałek smsa). Pod tym względem Android pokonuje Windows Mobile i iPhone'a, a to jeszcze nie wszystko.



Najważniejszą innowacją jest fakt, że pasek statusu można rozwinąć przeciągając palcem z góry na dół. Pojawia się wtedy menu kontekstowe, w którym wyświetlane są bardziej szczegółowe informacje dotyczące notyfikacji (do momentu, kiedy nie zwiniemy menu). To bardzo użyteczna funkcja, bo pasek statusu jest dostępny z każdego poziomu menu, dzięki czemu za jednym pociągnięciem palcem po ekranie możemy dowiedzieć się miliona szczegółów takich jak to, kto wysłał do was smsa, co napisał, kto dzwonił, kiedy itp. System działa świetnie, widać, że został dokładnie przemyślany. Sprawia, że Android jest jedynym systemem, w którym system powiadomień został potraktowany poważnie.

Orientacja pozioma i pionowa

Android świetnie radzi sobie ze zmianą położenia telefonu w pionie lub poziomie. To świetna wiadomość, bo zmiany tej będziecie dokonywać często. Nawet zbyt często. Jak już wspomnieliśmy w części poświęconej sprzętowi, bez wirtualnej klawiatury nie pozostaje wam nic innego niż przejść do orientacji poziomej z rozsuniętą klawiaturą za każdym razem, kiedy chcecie wpisać jakiś tekst. Nie udało nam się znaleźć ani jednego miejsca, w którym telefon choć na chwilę zawahałby się podczas zmiany orientacji ekranu. Ikonki, przyciski, pola tekstowe, wszystkie zgrabnie układają się we właściwym miejscu. Czasami tylko trzeba poczekać 3/4 sekundy na zmianę orientacji ekranu po zasunięciu klawiatury, ale wybaczamy.

Ekran główny



Rozkład ekrany główny to jedna z najbardziej znamienitych cech G1. Wygląda bardzo zachęcająco, choć nie każdemu musi się podobać. Nie da się natomiast zaprzeczyć, że jest wyjątkowo funkcjonalny. Po pierwsze, można dodawać skróty do aplikacji, zakładek www, kontaktów, playlist i czegokolwiek innego, co wymyśli autor danego programu. Skróty wyglądają całkiem jak ikony, które znacie ze swojego komputera. Można je dowolnie aranżować.

Kolejna rzecz warta uwagi to obsługa widgetów. To tu, jak sądzimy, drzemie prawdziwa przewaga panelu G1 nad konkurencją. System widgetów przypomina nieco TouchWiz Samsunga, ale ze względu na naturę Androida stwarza on znacznie więcej możliwości. Niestety wersja 1.0 nie pozwala deweloperom na tworzenie własnych widgetów, ale Google zapewnia, że pomoc już w drodze.

Mówiąc krótko, dzięki widgetom panel ekranu głównego sam w sobie stanie się miejscem wartym odwiedzania. W końcu pulpit na komputerze spełnia znacznie ważniejszą rolę niż tylko miejsce, z którego uruchamia się aplikacje. Google o tym wie, Apple widać musi się dopiero dowiedzieć. Użytkownicy G1 będą sprawdzać na swoim pulpicie pogodę, wiadomości, wyniki meczów, RSS, wyszukiwać coś na szybko w sieci i zrobić cokolwiek innego, co przyjdzie do głowy deweloperom Androida.

Trzeba jednocześnie przyznać, że ekran główny nie jest bez wad. Nie jest dla nas jasne dlaczego Android ogranicza użytkownika do tylko trzech paneli, na których można umieszczać ikony/widgety. W końcu równie dobrze mogłoby ich być więcej. Co prawda mógłby powstać bałagan, ale decyzję o ilości wyświetlanych widgetów należało zostawić użytkownikowi. Do tego metoda usuwania zbędnych ikon jest dość dziwna. Trzeba je przeciągnąć do zakładki aplikacji, która tymczasowo zmienia się w "kosz", kiedy przesuwacie niechcianą ikonkę. Mało intuicyjne rozwiązanie.

Kalendarz, kontakty, Gmail/Email i IM

G1 fabrycznie zaopatrzony jest w komórkowe wersje Google'owskiego kalendarza, Gmaila i Google Talk. Zapomnijmy na chwilę o wadach i zaletach poszczególnych aplikacji. Najważniejsze jest to, że wszystko od początku do końca sprowadza się do jednego konta na Google. Wasze dane już "tam" są. Dzięki temu z obsługą danych przez G1 mieliśmy znacznie mniej problemów niż podczas pierwszych dni korzystania z MobileMe.




Kalendarz jest dobry, ale nie bardzo dobry. Mieliśmy nadzieję, że będzie on dokładnym odwzorowaniem kalendarza znanego z przeglądarki, ale być może prosimy o zbyt wiele. Najbardziej brakuje funkcji dodawania gości do wydarzeń stworzonych na G1. Szczerze mówiąc, nie powinno to mieć większego znaczenia. Najprawdopodobniej początkowy zamysł Google zakładał, że kalendarz będzie służył głównie do przeglądania tego, co przygotowaliśmy na komputerze. Funkcję dodawania info do wpisów w kalendarzu dodano na wszelki wypadek. To całkowicie zrozumiałe. Innych zastrzeżeń nie mamy. Są tu wszystkie podstawowe tryby (dzień, tydzień, miesiąc, do zrobienia), można przeglądać wszystkie stworzone kalendarze, również te udostępniane przez innych użytkowników. Integracja z systemem powiadomień Androida działa świetnie.

Podobnie jak iPhone, Android traktuje kontakty jako przynależne do funkcji telefonu, nie są one trzymane w odrębnej aplikacji. To rozwiązanie się sprawdza, zwłaszcza że zawsze można zostawić na pulpicie ikonkę prowadzącą, jeśli będziecie tego chcieli, nawet do pojedynczego kontaktu.




Gmail na Androidzie działa genialnie. Po pierwsze, push email naprawdę działa jak push email (to jest, czasami nawet otrzymywaliśmy maila na G1 wcześniej niż był dostępny przez wyszukiwarkę). W dodatku wersja komórkowa wiernie odtwarza wszystkie najważniejsze funkcje wersji znanej z komputerów stacjonarnych. Emaile łączone są w konwersacje, jest archiwizacja i oznaczanie spamu. Integracja kontaktów przebiega bez problemu, a system powiadomień również tu działa pierwszorzędnie.

Jest za to jedna poważna wada. Popularne załączniki, PDF, Office, OpenOffice itp. obsługiwane są jedynie przez Google'owski automatyczny konwerter HTML. Android nie rozpoznaje tych plików, dlatego Google przeprowadza konwersję i pokazuje nie zawsze udany rezultat w przeglądarce HTML. Co więcej, załączniką nie można ściągnąć, trzeba je więc otwierać w ten niedoskonały sposób za każdym razem. Problem daje duże pole do popisu deweloperom zewnętrznym.

Niestety nie każdy korzysta z Gmaila. G1 jest zaopatrzony w dwie, zupełnie odmienne i nie związane ze sobą aplikacje emailowe. Jedna dla Gmaila, druga, znacznie uboższa, dla wszystkich innych. W ten sposób Google stara się wymusić na użytkownikach przejście na ich serwery. Nie można ich za to winić, bo większość emaili ma zupełnie inne funkcje niż Gmail. Aplikacja emailowa na G1 automatycznie wykrywa popularne konta emailowe (np. Yahoo! Mail i Hotmail) i konfiguruje je bez pomocy użytkownika. Działa ona bez zarzutu, ale na pierwszy rzut oka widać, że jest zupełnie inna od aplikacji Gmaila. O co chodziło z czarnym i białym tłem? Większość ludzi będzie korzystać z obu aplikacji, więc dlaczego komplikować sprawę? Aha, wspomniany konwerter HTML wykorzystywany do podglądu załączników nie działa poza Gmailem. Trzeba więc przesyłać załączniki na Gmaila lub dopchać się do peceta.

Aplikacja IM obsługuje komunikatory AIM, Google Talk, Windows Live Messenger i Yahoo! Messenger w jednym środowisku, co jest miłą niespodzianą od Google (mogło być tylko Google Talk). Oczywiście Google Talk jest od początku gotowe do akcji po zalogowaniu się na Google. Co więcej, aplikacja włącza się automatycznie i działa w tle od momentu włączenia telefonu.

Przeglądarka



Po pierwsze, brak obsługi Flasha. Oparta na WebKit przeglądarka G1 przedstawia strony podobnie jak Mobile Safari (ten sam engine), ale odczucia użytkownika są inne. G1 nie obsługuje wielodotykowości. Można za to powiedzieć, że G1 oferuje najlepsze na rynku przeglądanie bez wielodotykowości. Przesuwanie stron działa tak jak powinno, strona przesuwa się nadal po podniesieniu palca, tylko że stopniowo zwalnia. Można wywołać przycisk powiększenia, ale głównym narzędziem jest prostokąt powiększający, który wywołuje się za naciśnięciem ikony i przesuwa się po ekranie. Kiedy puścicie, powiększycie wybrany obszar. Zauważyliśmy, że dość ciężko kontrolować to narzędzie na dużych stronach, bo nawet lekkie przesunięcie palca powoduje duży skok na pomniejszonej stronie. Na pewno jednak idzie się przyzwyczaić.

Jak wspomnieliśmy w części dotyczącej sprzętu, ładowanie stron wypadło gorzej niż na iPhone'ie, ale za to przewijanie było płynniejsze na G1. Może nie do końca chodzi o "płynność", bo przewijania na iPhone'ie też było płynne. Chodzi o to, że G1 nie musiał wypełniać ekranu szachownicą w oczekiwaniu na zawartość po przesunięciu strony w dół.

Przy otwartej klawiaturze można po prostu zacząć wpisywać adres i jeśli kursor nie znajdował się w polu tekstowym, przeglądarka sama się włączy i tekst pojawi się w oknie wyszukiwania. Podobnie jak Chrome, aplikacja łączy wpisywanie adresów i wyszukiwanie w jednym okienku, co przydaje się zwłaszcza w urządzeniu przenośnym. Niestety nawet podstawowe przyciski (takie jak wstecz, do przodu i zakładki) są pochowane, do póki nie naciśnie się klawisza Menu. Przez to, aby cofnąć się o jedną stronę, trzeba nacisnąć Menu, Więcej i Cofnij. Kosztuje to więc dość dużo zachodu. Zupełnie niepotrzebnie.

Komunikatory



Łączenie wiadomości w konwersacje stało się już standardem. Brak tu specjalnych fajerwerków, ale zarówno SMSy, MMSy i komunikatory obsługiwane są w ten sam, prosty i przystępny sposób. Nowinką jest fakt, że nie trzeba przechodzić z komunikatora na tryb aparatu, aby zrobić zdjęcie. Można robić je rozmawiając i od razu przesłać MMSa. Wysyłanie wiadomości do kilku odbiorców jednocześnie jest bardzo proste.

Muzyka / AmazonMP3




AmazonMP3 nie pretenduje do miana najważniejszej aplikacji na G1. Umożliwia dostęp do przepastnej bazy taniej muzyki bez zabezpieczeń DRM. Nie dziwi nas, że Google i Amazon zdecydowały się ograniczyć download do WiFi. Posunięcie to nie idzie w parze z filozofią otwartości Androida, ale mamy nadzieję, że za decyzją stoi troska o wygodę użytkownika, a nie presja ze strony T-Mobile. Nie jest to najpiękniejsza aplikacja, pod tym względpem nie dorównuje innym programom na telefonie, ale w końcu chodzi o to, aby działała. I owszem, działa. Czasem mieliśmy problemy z ładowaniem grafiki okładek, ale niska cena albumów nam to wynagrodziła.

Odtwarzacz muzyki jest bardzo podstawowy. Pokazuje okładkę, posiada opcję shuffle, wykorzystuje rozwijane menu paska statusu, aby podać szczegóły odtwarzanego utworu. Można też zapisać piosenkę jako dzwonek podczas jej odtwarzania. Brakuje informacji o odtwarzaniu kiedy telefon jest zablokowany, nie można też pobawić się ustawieniami audio. Nie można też odtwarzać chronionych plików, ale to nie powinno być zbyt dużą przeszkodą, jako że są szanse, że nie będziecie ich mieli zbyt dużo na swoim G1.





Jeśli nie macie zamiaru kupować muzyki z AmazonMP3 przez WiFi, pewnie będziecie chcieli podłączyć G1 do komputera w celu ściągnięcia muzyki. Bardzo podoba nam się sposób, w jaki to się odbywa. Podłączacie telefon przez miniUSB, a karta microSD pokazuje się jako dodatkowy dysk. Na tym jednak sielanka się kończy. Bywają problemy z odczytaniem plików. Jeśli chcecie dojść do zdjęć z aparatu, komputer poprosi was o włożenie karty SD. Świetnie, ale przecież już jest włożona. Jest to nieco wkurzające. Kolejna rzecz do posprzątania przez deweloperów?

YouTube





Są tu wyraźne podobieństwa do iPhone'owej aplikacji YouTube. Wersja na Androida ma wszystko to co iPhone, plus opcję wyszukiwania kategorii. Jakość video jest porównywalna, nie zachwyca zwłaszcza przez EDGE i 3G. Nigdy nie byliśmy zwolennikami komórkowego YouTube'a, ale jeśli lubicie tracić czas, to lepiej róbcie to za pośrednictwem WiFi.

Android
Market

Ciężko powiedzieć co program ma do zaoferowania do momentu, kiedy wyjdzie on z etapu beta i zacznie oferować opcję pobierania zysków przez deweloperów. Już teraz jednak warto go odwiedzić. Jest tam wiele ciekawych aplikacji i dzięki otwartemu podejściu Google, nowe dodawane będą w zawrotnym tempie. Oczywiście brak nadzoru oznacza, że znajdzie się tam więcej śmieci, ale Market ma kilka funkcji, które pozwalają stwierdzić co warto ściągać, a czego nie. Dla początkujących jest zakładka "featured" (autorskie) prowadzona przez Google. Aplikacje można porządkować wg daty dodania i kategorii, co przydaje się do znajdywania najnowszych i najlepszych aplikacji.



Jednak najważniejszą funkcją jest zdecydowanie informacja dotycząca poziomu ingerencji ściąganej aplikacji w system. Android ustala do jakich funkcji telefonu dostępu wymaga dany program, przez co możecie dokonywać bardziej świadomych decyzji podczas ściągania. Informacja jest przy tym dość szczegółowa. Nie daje znać np. że program będzie miał dostęp do poufnych danych. Informuje konkretnie, że będzie miał dostęp do listy kontaktów i kalendarza. Dobra robota.

Podsumowanie

G1 nie spowoduje, że wasze szczęki opadną na chodnik. Patrząc tylko na sprzęt nie ma tu nic specjalnie ciekawego (i nic specjalnie złego, choć przydałoby się popracować nad GPSem). Telefon jest wykonany porządnie i powinien podobać się większości użytkowników. Jednocześnie nie wygra zbyt wielu konkursów piękności. Gdyby G1 opierał się na Windows Mobile, byłby tylko kroplą w morzu telefonów HTC.

Ale w końcu tu wcale nie chodziło o telefon. Rozchodzi się o Androida i możliwości, które stworzy w przyszłości... choć na początku może wydawać się, że nie oferuje nic szczególnego. Jak każda zmiana sposoby myślenia, przyzwyczajenie się do sposobu działania Androida zajmie trochę czasu. Przed tym systemem stoi świetlana przyszłość. Jedyny problem jest taki, że w niektórych przypadkach Google zbyt mocno polega na pomocy deweloperów. Jest z czego się cieszyć w G1, ale wielu elementów brakuje. Są to elementy podstawowe w tej klasie urządzeń.

Zapominając o niedociągnięciach, zdajemy sobie sprawę, że premiera G1 to jeden z najważniejszych wydarzeń ze świata telefonów. G1 musi jeszcze trochę dojrzeć, aby zgnieść konkurencję. Już dziś jest to praktyczne urządzenie, które pomoże wam w codziennej pracy. Jego siła tkwi jednak w lawinie kreatywności, jakiej spodziewamy się od deweloperów już wkrótce.

Posty powiązane

Subskrypcja komentarzy

Komentarze użytkowników(Strona 1 z 1)

Dodaj komentarz

Prosimy o zamieszczanie komentarzy związanych z tematem bloga. Adresy mailowe nie będą wyświetlane, ich podanie jest jednak konieczne, by zatwierdzić komentarz.

Po wpisaniu imienia i adresu mailowego, otrzymasz od nas link potwierdzający zamieszczenie komentarza oraz hasło. Aby zamieścić kolejny komentarz wykorzystaj otrzymane hasło.

Aby utworzyć stały link wystarczy wpisać adres URL (wraz z http://) lub adres mailowy, a my stworzymy go dla Ciebie. W swoim komentarzu możesz zamieścić maksymalnie 3 stałe linki. Znaki nowej linii i akapitu są automatycznie tłumaczone na znaczniki - nie musisz więc używać znaczników w komentarzu.

  • Engadget Polska

Galerie




AOL Polska