AOL Tech

Palm Pre -- teraz albo nigdy

Ostatnie lata nie były dla firmy Palm łaskawe. W ciągu minionych dziesięciu, udział produktów z systemem PalmOS w globalnym rynku PDA spadł z przeszło 66% do niespełna 3%. Postanowiliśmy zastanowić się, jakie były powody takiej zapaści oraz czy nadchodzący Palm Pre może odwrócić złą passę.


Droga do zatracenia

W późnych latach '90 źródłem sukcesu palmtopów z systemem PalmOS był przede wszystkim nowatorski, nowoczesny sprzęt połączony z doskonałym oprogramowaniem. Tam, gdzie urządzenia z wczesnymi wersjami systemów EPOC i Windows CE próbowały bez powodzenia naśladować desktopowe systemy operacyjne, PalmOS prezentował zupełnie nowy paradygmat interfejsu użytkownika. Nacisk położono przede wszystkim na szybkość i wygodę obsługi, typowe zadania dało się wręcz wykonać palcem trzymając urządzenie w jednej ręce (obsługa ówczesnych mobilnych okienek nie była możliwa bez użycia piórka).

Prawdziwe źródło sukcesu leżało jednak gdzie indziej -- mowa o błyskawicznie rosnącej bibliotece oprogramowania niezależnego. Duża popularność sprzętu zachęciła wiele firm do przygotowania szerokiej oferty komercyjnej, zaś pasjonaci i hobbyści w niedługim czasie napisali tysiące gier i programów oferowanych jako shareware i freeware. Kluczowe znaczenie miał fakt, że emulator i zestaw narzędzi programistycznych dostępne były bezpłatnie, a firma Palm udostępniała znakomitą dokumentację systemową -- dzięki temu średnio doświadczony programista mógł przygotować prosty program w dosłownie kilka godzin.

Wraz z upływem lat jasne stawało się jednak, że twórcy systemu PalmOS w niewystarczającym tempie implementują nowe technologie, czego przykładem może być daleka od doskonałości obsługa sieci TCP/IP czy brak systemowego wsparcia dla HTML bądź XML. Także brak hierarchicznego systemu plików zaczął być mocno uciążliwy, gdy popularność zdobyły wymienne karty pamięci flash. Rozwój systemu zatrzymał się w roku 2004, od tamtej pory Palm odcinał kupony od dawnej popularności i tracił udziały w rynku, sprzedając modele coraz bardziej odstające możliwościami od konkurencji (także wyposażone w Windows Mobile, co ciężko przeżyli fani PalmOS-a).

Światełko w tunelu

Czy firma może podnieść się z takiej zapaści? Jeszcze jakiś czas temu optymistów było niewielu, jednak dziś -- paradoksalnie -- szanse wydają się rosnąć. Po pierwsze sprzęt jest tani, a pościg za nowościami powoli wygasa. Każdy nowoczesny telefon ma już przecież odbiornik GPS, 3G, WiFi, fotoaparat i karty pamięci -- oznacza to, że dalekowschodni producenci elektroniki mają odpowiednią wiedzę, by dostarczyć podobne urządzenia każdemu chętnemu. Brak własnego działu badań, projektowania i produkcji sprzętu to gigantyczne oszczędności. Po drugie w dzisiejszych czasach nie trzeba już tworzyć oprogramowania systemowego od zera, dzięki czemu bariera wejścia na rynek znacznie się obniżyła. Odpowiedniej kalkulacji dokonały zresztą firmy Apple (iPhone oparty jest na systemie pokrewnym FreeBSD) oraz Google (Android oparty jest na jądrze Linuksa). Także rozwój oprogramowania użytkowego można przyspieszyć, wykorzystując istniejące rozwiązania -- przeglądarki WWW iPhone'a i Androida oparte są na darmowym silniku renderującym WebKit.

Kilka dni temu wszystkie relacje z CES 2009 zawierały wzmiankę o Palm Pre, całkowicie nowym modelu ze stajni Palma. Oprócz samego urządzenia, uwagę odwiedzających targi skupił WebOS -- debiutujący wraz z Pre nowy system operacyjny. Sukces tej pary to obecnie dla firmy Palm kwestia życia lub śmierci. Pierwszy krok -- życzliwe zainteresowanie mediów i publiczności -- udało się osiągnąć. Na krok drugi -- pozytywne recenzje sprzętu i fabrycznego oprogramowania -- poczekamy kilka miesięcy. Jeśli premierowy produkt zyska uznanie recenzentów i zacznie się dobrze sprzedawać, wzrost popularności będzie zależny wyłącznie od dostępności i jakości oprogramowania dodatkowego.

Tylko co zrobić, by ściągnąć zainteresowanie twórców takiego oprogramowania? Wszak są oni zajęci pisaniem gier i programów dla iPhone'a, PocketPC, Windows Mobile, Androida -- czyli sprzętu już istniejącego, popularnego i zapewniającego zbyt produktom. Trudno na takie pytanie odpowiedzieć autorytatywnie, można natomiast wskazać przeszkody, których za wszelką cenę należy unikać.

Zdecydowanie najmniej przyjazna dla developerów jest firma Apple. Nie dość, że programy dla iPhone'a poddane są dość drastycznym ograniczeniom technicznym, to przez długi czas warunki licencji nie pozwalały programistom na wymienianie się doświadczeniami i wskazówkami. Do dziś w USA nie można kupić egzemplarza telefonu bez dwuletniego abonamentu. Gotowy program musi uzyskać błogosławieństwo firmy Apple, bo jedyną metodą dystrybucji oprogramowania jest witryna producenta (aplikacje odrzucone bez podania jakiejkolwiek przyczyny liczone są w setkach). Wydaje się, że gdyby nie magia Steve'a Jobsa, nikt rozsądny nie zainteresowałby się tworzeniem programów w tak represyjnych warunkach.

W przypadku systemów PocketPC/Windows Mobile problemem jest mnogość konfiguracji sprzętowych, dostępnej pamięci, mocy obliczeniowej, rozdzielczości i orientacji ekranu. Pewną pomocą są tu emulatory, jednak przy czasochłonnym testowaniu cały proces produkcji oprogramowania trwa dłużej i kosztuje więcej. Jeśli Palm rozwiąże kwestię zmiennych wymiarów ekranu przed pojawieniem się następców modelu Pre, może to w przyszłości zaowocować życzliwym zainteresowaniem developerów. Biorąc pod uwagę zapowiedzi i przecieki (interfejs użytkownika oparty na HTML/CSS/JavaScript), wydaje się to możliwe do osiągnięcia.

Palm zapowiedział już, że środowisko programistyczne do WebOS-a będzie dostępne za darmo -- każda inna opcja byłaby zresztą strzałem w stopę. Nie wiadomo jednak jeszcze, jaki procent od wpływów ze sprzedaży oprogramowania firm trzecich zechce zatrzymać sam Palm (Apple oraz Google potrącają 30% ceny ustalonej przez twórcę programu) oraz czy możliwe będzie samodzielne instalowanie programów.

Przyszłość wciąż niepewna

Trudno w tej chwili orzec czy Palm Pre i WebOS będą bardziej konkurować z Androidem czy iPhonem, ale w obu przypadkach walka może być ciężka. Firma Palm z akcjami wartymi 6 dolarów (dwukrotny wzrost w minioną środę) i kapitalizacją rzędu 600 mln dolarów wygląda przy Google (kapitalizacja 99 miliardów) lub Apple (80 mld) jak Dawid przy Goliacie. Za kilka miesięcy okaże się czy Palm Pre sprosta oczekiwaniom klientów, zainteresuje developerów i uniknie kontrataku konkurencji. Jeśli nie uda się tym razem, następnej okazji zapewne już nie będzie.

PS: na aukcjach internetowych urządzenia z PalmOS można kupić za kilkadziesiąt złotych. Autor tekstu nosi ze sobą Palma Vx, który już w niejednej kolejce uratował go przed nudą.

Posty powiązane

Subskrypcja komentarzy

Komentarze użytkowników(Strona 1 z 1)

Dodaj komentarz

Prosimy o zamieszczanie komentarzy związanych z tematem bloga. Adresy mailowe nie będą wyświetlane, ich podanie jest jednak konieczne, by zatwierdzić komentarz.

Po wpisaniu imienia i adresu mailowego, otrzymasz od nas link potwierdzający zamieszczenie komentarza oraz hasło. Aby zamieścić kolejny komentarz wykorzystaj otrzymane hasło.

Aby utworzyć stały link wystarczy wpisać adres URL (wraz z http://) lub adres mailowy, a my stworzymy go dla Ciebie. W swoim komentarzu możesz zamieścić maksymalnie 3 stałe linki. Znaki nowej linii i akapitu są automatycznie tłumaczone na znaczniki - nie musisz więc używać znaczników w komentarzu.

  • Engadget Polska

Galerie




AOL Polska