AOL Tech

Motorola Droid -- recenzja Engadgeta (galerie)


Motorolę DROID (w europejskiej wersji - Milestone) ciężko byłoby oceniać, nie patrząc przez pryzmat firmy, która stworzyła telefon. Firmy, która przez ostatnich kilka lat kojarzyła się z -- powiedzmy to głośno i wyraźnie -- rozczarowaniem. Choć seksowna RAZR była ogromnym sukcesem, żaden z kolejnych telefonów nie był szczególnie porywający. Przez ostatni rok dało się jednak zaobserwować zmiany, które mają szansę zaprowadzić firmę z powrotem na utraconą pozycję. Motorola najpierw postanowiła przyjąć platformę Android i pozbyć się ciężaru w postaci Windowsa Mobile, a następnie zaczęła wypuszczać na rynek pożądane przezeń urządzenia z wyższej półki.

DROID jest prawdopodobnie najatrakcyjniejszym i najbardziej intrygującym urządzeniem, jakie firma kiedykolwiek stworzyła. Przymierze z Verizon i Google to kolejny powód, dla którego z Motorolą powinno się liczyć i nie spisywać jej na straty. Trzeba sobie zatem zadać kilka pytań: czy jest to telefon, dzięki któremu Android zostanie naprawdę popularnym systemem? Czy dzięki temu urządzeniu Motorola zawróci znad przepaści, nad którą się znalazła? I -- co najważniejsze -- czy właśnie to jest sprzęt, którego potrzebowało Google, by zdominować smartfonowy rynek? Mieliśmy okazję pobawić się trochę Droidem i chyba potrafimy już odpowiedzieć na nurtujące Was pytania -- zapraszamy do lektury!

Sprzęt

DROID jest urządzeniem osobliwym i pięknym zarazem. Jego niewątpliwa solidność ma w sobie coś buntowniczego – zamiast opływowych kształtów obecnych u konkurencji, mamy ostre krawędzie i kanty. Telefon wykonany jest z metalu i plastiku i przyjemnie ciąży w dłoni. Połączenie tej wagi z miękkimi wykończeniami i złotymi akcentami daje efekt mieszanki Vertu i europejskiej wersji Hero – a to bardzo dobre połączenie.

Telefon jest wykonany z dwóch podstawowych części – dużego, szklanego wyświetlacza na górze i nieco dłuższej, zawierającej klawiaturę części dolnej. 3,7-calowy wyświetlacz zajmuje niemal całą powierzchnię od krawędzi do krawędzi, choć na dole znalazło się miejsce dla czterech pojemnościowych przycisków: back, menu, home i search (ich rozmieszczenie może być nieco mylące dla dotychczasowych użytkowników Androida, gdyż zostało nieco zmienione w stosunku do poprzednich urządzeń opartych na tym systemie). Górna część miękko odsuwa się ku górze, by ukazać naszym oczom klawiaturę QWERTY, w przeciwieństwie do innych telefonów tego typu nie wskakuje jednak automatycznie na miejsce; musimy użyć nieco siły, by usłyszeć charakterystyczne kliknięcie przy zablokowaniu pokrywy w pozycji otwartej. Klawiatura jest szeroka i płaska, z minimalnymi przerwami między przyciskami. Z prawej strony czterorzędowej klawiatury znajduje się 5-kierunkowy manipulator – dziwne odstępstwo od lewostronnych kontrolek, które pamiętamy z modelu CLIQ -- na dole znajduje się wystający pasek, na którym widać malutki otwór mikrofonu. Wygląda to niemal jak charakterystyczna, wysunięta "szczęka" HTC, choć w wersji Motoroli efekt jest spokojniejszy. Na górze mamy 3,5 mm wejście słuchawkowe i przycisk power/sleep; wzdłuż prawej krawędzi natomiast -- po przeciwległych stronach -- regulację głośności i przycisk spustu migawki aparatu; po lewej stronie mamy port MicroUSB, z tyłu natomiast aparat 5 Mpix (z fleszem) i cienki, pozłacany pasek w charakterystyczną kratkę, za którym skrywa się głośniczek DROID-a.



Uderzająca jest smukłość DROID-a – telefon jest minimalnie grubszy niż iPhone 3GS (13,7mm vs 12,33 mm) i nieco węższy. Choć grubość nie jest dla nas najważniejsza, to warto podkreślić fakt, że telefon ma większy ekran o wyższej rozdzielczości niż ma to miejsce w telefonie Apple.

Podsumowując, Motorola dokonała czegoś, co jeszcze 12 miesięcy temu wydawało się dla nich niewykonalne; stworzyła telefon wzbudzający pożądanie nie mniejsze niż najlepsze produkty Apple, HTC i Palma.

Wnętrzności


Sercem DROID-a jest procesor Arm Cortex A8 (600 MHz, chip OMAP3430 tutaj taktowany z częstotliwością 550 MHz). Do tego mamy 256 MB pamięci RAM i 512 MB ROM. Nazwa procesora coś wam mówi? Powinna, gdyż bardzo podobne jednostki znajdują się w iPhone'ie 3GS i Palm Pre. Jeśli zastanawiacie się nad wydajnością, to możecie odetchnąć z ulgą... prawie. Owszem, aplikacje zmieniać można znacznie szybciej, scrollowanie również przebiega sprawniej, podobnie jak większość podstawowych czynności. Niestety zauważyliśmy jednak, że przełączanie między ekranami głównymi wiązało się z nieprzyjemną czkawką, co dziwi zważywszy na to, że telefon ma o wiele lepsze predyspozycje do przetwarzania grafiki niż większość opartych na Androidzie urządzeń. Płynność rozwijania paska window shade również pozostawiała nieco do życzenia. Nie wiemy czy jest to wina powiększonej rozdzielczości wyświetlacza czy po prostu kapryśnego software'u, ale było to nieco zniechęcające – szczególnie w kontraście z całą resztą, która działała bardzo płynnie. Przy okazji – w naszym totalnie nieprofesjonalnym teście polegającym na graniu w grę 3D (Mystique, w razie gdybyście byli ciekawi) telefon sprawował się znacznie lepiej niż jakikolwiek inny telefon na Androidzie jaki mieliśmy okazję sprawdzić pod tym kątem.

Cały czas byliśmy pod wrażeniem szybkości poruszania się po aplikacjach. Dzięki telefonowi Android wydaje się nowoczesny w ten sam sposób, w jaki nowoczesne są iPhone 3GS i Palm Pre – telefony ery Twittera.

Wyświetlacz



DROID wyposażony jest w 3,7-calowy, szklany wyświetlacz pojemnościowy o rozdzielczości 480 x 854. Reaguje on równie dobrze (o ile nie lepiej) jak większość telefonów z Androidem; praktycznie nie sposób uświadczyć tutaj jakichkolwiek opóźnień. Nie wiemy czy jest to zasługa technologii, w której został wykonany wyświetlacz, Androida 2.0, czy szybkiego procesora, ale faktem jest, że ciężko się do czegokolwiek przyczepić. Dodatkowa zaleta dużego ekranu jest taka, że wreszcie możemy w należyty sposób przeglądać strony – na Motoroli DROID to prawdziwa przyjemność. Zwiększona rozdzielczość bardzo przydaje się przy przeglądaniu stron, na których jest dużo grafiki i tekstu, takich jak np. Engadget.

Amerykańska wersja telefonu, którą mieliśmy okazję testować, pozbawiona została funkcji multitouch, mimo że nie jest to podyktowane ograniczeniami technicznymi, a Android 2.0 obsługuje wielodotykowość. Na szczęście w europejskiej wersji zwanej Milestone nie będzie tego ograniczenia. Podsumowując, rozdzielczość, jakość materiałów i krystalicznie czysty obraz na wyświetlaczu DROIDA sprawiają, że patrzenie na niego to czysta przyjemność. Możemy mieć tylko nadzieję, że pozostali producenci pójdą pod tym względem w ślady Motoroli.

Klawiatura



Fizyczna klawiatura może być zarówno błogosławieństwem jak i prawdziwym przekleństwem – wszystko zależy od komfortu użytkowania. W przypadku urządzeń z Androidem tradycją stało się już, że klawiatury są albo fantastyczne albo do niczego. Przypadek najbliższy modelowi DROID to chyba G1; obydwa telefony mają płytkie, klikalne klawiatury, obydwa też zmuszają nas do nienaturalnego wygięcia prawej ręki. W G1 spowodowane jest to umieszczeniem "szczęki", natomiast w wypadku DROID-a pisanie utrudnia umieszczony na prawo od klawiatury manipulator. Z radością możemy Was jednak zapewnić, że dość szybko da się do tego przyzwyczaić i na telefonie da się naprawdę sensownie pisać. Nie jest może aż tak wygodna jak w modelach Tour czy Bold, ale lepsza niż ta znana z CLIQ i nie gorsza niż ta w modelu Moment.

Klawiatura jest bardziej czytelna (i bardziej estetyczna) niż w innych telefonach z QWERTY, choć czasem może sprawiać wrażenie nieco ciasnej. Mieliśmy też nieco kłopotów z automatycznym przyciemnianiem klawiatury. Kiedy zostawiliśmy wyświetlacz w trybie automatycznego dostosowywania jasności, klawiatura ciągle na przemian podświetlała się i przyciemniała. Było to tak irytujące, że ostatecznie musieliśmy wyłączyć tę funkcję. W niektórych przypadkach natomiast klawiatura w ogóle nie chciała się podświetlić, przez co zmuszeni byliśmy do ponownego jej wysuwania. Nie jest to może jakaś wielka wada, ale może być denerwująca, kiedy chcemy szybko coś napisać. Musimy przyznać, że brakowało nam nieco dwustopniowego podświetlenia klawiatury znanego z CLIQ (drugie światło włączało się tam tylko przy wciśniętym klawiszu ALT), ale jest to luksus, bez którego możemy się obejść.

Jak się pewnie domyślacie, Android 2.0 ma też wirtualną klawiaturę, ale nie wydaje się, żeby wprowadzono w niej jakieś znaczące ulepszenia. Jako dodatkowa klawiatura do szybkiego napisania SMS-a sprawdza się ona nienajgorzej, ale ostatecznie zastąpiliśmy ją aplikacją Better Keyboard – jest ona naszym zdaniem lepsza i szybsza. Nie jest tak dobra jak ta z iPhone'a, ale ponieważ DROID wyposażony jest w fizyczną, nie będziecie jej potrzebowali zbyt często.

Aparat



Google sporo zmieniło w aplikacji aparatu w Androidzie 2.0 (większa kontrola nad balansem bieli, ogniskową, ustawieniami lampy błyskowej i efektami), a Motorola wyposażyła DROID-a w 5-megapikselowy aparat z fleszem LED. Doskonałe połączenie? Nie do końca.



Choć aparat niewątpliwie sprawia wrażenie zdolnego do robienia świetnie wyglądających zdjęć, jego obsługa pozostawia wiele do życzenia. Po pierwsze ostrzenie trwa koszmarnie długo i nie zawsze daje przewidywalne efekty. Co dziwne, soczewka, która całkiem dobrze radzi sobie ze zdjęciami makro (w aplikacji jest to nawet osobny tryb), ma problemy z dostosowaniem się do blisko zlokalizowanych obiektów nawet przy dobrym świetle dziennym. Choć od czasu do czasu udawało nam się zrobić niezłe zdjęcie, cały proces był frustrujący. Co więcej, nowe ustawienia, które Google dodało w Androidzie 2.0 są zlokalizowane w mało intuicyjnym menu po lewej stronie, do którego ciężko nawet dotrzeć.

Dokonanie jakichkolwiek zmian na szybko było naprawdę męczące – jeśli inżynierów Google stać tylko na tyle, lepiej żeby zlecili zrobienie tej aplikacji komuś z zewnątrz.



Bardzo pozytywnie zaskoczył nas natomiast tryb wideo. Droid potrafi nagrywać w rozdzielczości 720 x 480, a pozbawione drgań nagrania bardzo przyjemnie się ogląda. Śmiało można powiedzieć, że telefon znacznie lepiej radzi sobie z filmami niż zdjęciami i z łatwością wyobrażamy sobie użycie go zamiast kieszonkowej kamery.

Głośnik/słuchawki

Dźwięk jest po prostu bezkonkurencyjny – naprawdę. Szczerze mówiąc jest to jedno z najlepiej brzmiących urządzeń jakich kiedykolwiek używaliśmy. Niezależnie od tego czy mówimy o słuchawkach (głośnych, ale nie zniekształcających dźwięku) czy głośniczku, czy chodzi o rozmowę czy o słuchanie muzyki – dźwięk z telefonu Motoroli jest krystalicznie czysty. Firma niewątpliwie dokładnie przemyślała zastosowane tutaj rozwiązania audio. Właściwie to nie mamy nic więcej do dodania w tej kwestii – byliśmy zachwyceni jakością dźwięku DROID-a i mamy nadzieję, że pozostali producenci (ekhem, Apple) pójdą w tej kwestii w ślady Motoroli.

Oprogramowanie



Poza premierą telefonu, wersja 2.0 była z całą pewnością ważnym uaktualnieniem Androida. Firma Google z pewnością chciała wykorzystać głośną premierę DROID-a, by skupić uwagę wszystkich na nowej wersji swojego systemu – czy całe to zamieszanie było uzasadnione?

Od razu na wstępie musimy zaznaczyć, że Android 2.0 nie różni się jakoś drastycznie od wersji 1.5 czy 1.6, poza paroma małymi, acz znaczącymi zmianami. Na szczęście Google nie postawiło na wizualne fajerwerki i większość tych zmian tyczy się funkcjonalności i użyteczności.

Jedna z pierwszych dużych zmian to obsługa wielu kont Gmail i Exchange, oraz nowa, uniwersalna skrzynka odbiorcza, która pozwala ogarnąć całą swoją elektroniczną korespondencję jednym rzutem oka. Dla użytkowników BlackBerry takie rozwiązania nie są niczym nowym, ale dla większości ludzi używających wielu kont będzie to jak manna z nieba. Bylibyśmy bardziej podekscytowani tą funkcją, gdyby pozwalała w jednym polu przeglądać jednocześnie konta Gmaila i POP/IMAP/Exchange. Zamiast tego konta Gmail są umieszczone osobno, a pozostałe razem we "wspólnej skrzynce odbiorczej". Niespecjalnie wygodne dla ludzi korzystających zarówno z kont Exchange jak i Google, ale z całą pewnością lepsze niż to, co miały do zaoferowania poprzednie wersje Androida. Inny drobiazg: skasowanie emaila przenosi nas teraz do kolejnego emaila w skrzynce odbiorczej zamiast do listy emaili tak, jak miało to miejsce w wersji 1.5 i 1.6. Stare rozwiązanie podobało nam się bardziej, ale być może znajdą się amatorzy nowego.

Możliwość korzystania jednocześnie z kilku kont podobała nam się, ale natrafiliśmy na dziwny i bardzo irytujący problem, kiedy jedno z nich chcieliśmy usunąć. Używaliśmy DROIDA z dwoma aktywnymi kontami Gmail, ale kiedy jedno z nich próbowaliśmy usunąć (dodajmy, że nie to, którego używaliśmy do kontaktów i kalendarza), urządzenie poinformowało nas, że musielibyśmy przywrócić ustawienia fabryczne, ponieważ konto to było "wymagane" przez niektóre aplikacje. Choć próbowaliśmy na wszystkie sposoby, nie udało nam się obejść tego problemu i ostatecznie faktycznie musieliśmy zresetować telefon. Zachowanie to wydało nam się co najmniej dziwne, szczególnie, że konto o którym mowa było prawie nieużywane – codziennie używaliśmy innego, które związane było z różnego rodzaju serwisami.


Jak mogliście słyszeć, Android ma zintegrowane konta Facebooka. Spodziewamy się więcej tego typu synchronizacji, ponieważ Google przygotowało specjalne wtyczki pozwalające osobom trzecim łączyć się z kontaktami i kalendarzem w naszym telefonie. Dzięki Bogu Google pomyślało o tym, że możemy nie mieć ochoty synchronizować kontaktów ze swojej książki adresowej z Facebookiem i pozostawił opcję wyłączenia synchronizacji (podobnie w wypadku kont Exchange i Gmail). Mamy także opcję zsynchronizowania kontaktów przy jednoczesnym braku wyświetlania części z nich na liście. Najlepiej widać to na przykładzie integracji Facebooka, gdzie duplikaty imion są łączone razem ze zdjęciami, a nasza skrzynka Gmail nie zostaje zaśmiecona dodatkowymi imionami. Poza tym synchronizacja nie idzie zbyt głęboko, choć Facebook również maczał ponoć palce w tej wersji systemu. Tak naprawdę dostajemy po prostu automatycznie uaktualniający się widżet na ekran główny i integrację kontaktów. Oczywiście na razie jest to tylko wierzchołek góry lodowej – spodziewamy się, że wkrótce inne serwisy (np. Twitter) również zaczną korzystać z tej możliwości. Niewątpliwie jest to przyszłościowy ruch i sprawia, że DROID (podobnie jak inne telefony na Androidzie 2.0) jest jeszcze bardziej konkurencyjny wobec Pre i Pixi jeśli chodzi o obsługę portali społecznościowych.

Skoro już jesteśmy przy kontaktach, to trzeba przyznać, że Google wprowadziło duże i przemyślane zmiany do sposobu zarządzania nimi. Najbardziej rzuca się w oczy dodanie menu "Quick Contact" do listy kontaktów. Funkcja ta pozwala za naciśnięciem czyjegoś imienia przejść do menu kontekstowego, które pozwala skontaktować się z osobą za pomocą Facebooka, SMS-a, telefonu czy emaila. To bardzo fajna opcja, która znacznie ułatwia szybki kontakt. Android 2.0 ma także poprawioną obsługę SMS-ów i MMS-ów – daje nam możliwość wyszukiwania wiadomości i ustalenia limitu SMS-ów trzymanych w skrzynce. Nie są to może kamienie milowe, ale miło jest mieć te usprawnienia.



W przeglądarce również da się zauważyć sporo zmian. Przede wszystkim fakt, że teraz strony po załadowaniu widzimy niejako w całości (podobnie jak na iPhone'ie czy w Pre) a nie w tym dziwacznym półzbliżeniu, które Android oferował przez tak długi czas. Jeśli również was to denerwowało, to możecie śmiało odetchnąć z ulgą. Gdy dochodzi do tego ogromny wyświetlacz DROID-a, surfowanie po sieci jest jakieś tysiąc razy przyjemniejsze niż wcześniej. Uaktualniona przeglądarka obsługuje teraz również podwójne kliknięcie do przybliżania (podobnie Google Maps) – co sprawia, że poruszamy się po niej jeszcze bardziej intuicyjnie. Zauważyliśmy jednak dziwne problemy z wyświetlaniem kolumn na naszej stronie jak i paru innych. Choć przeglądarka nie działa aż tak szybko jak w iPhonie 3GS (czy nawet Pre), to jest to krok w przód w porównaniu z poprzednimi wersjami, a jeśli przywiązujecie wagę do takich rzeczy jak autouzupełnianie, to prawdopodobnie ją pokochacie.

Jak już zostało powiedziane, większość zmian kryje się dość głęboko – nie są to rzeczy, które wyskakują na nas w pierwszej chwili, choć nie jest też tak, że wizualnie nic się nie zmieniło. Doszło trochę nowych przejść i animacji, które sprawiają, że Android 2.0 wygląda nieco bardziej współcześnie. Oczywiście poprzednie wersje systemu również zawierały animacje, ale te wyglądają po prostu lepiej. Ikonki również zostały nieco unowocześnione. Niestety w interfejsie sporo rzeczy pozostawiono bez jakichkolwiek zmian.

Jedną z nich jest np. odtwarzacz muzyczny, który sprawia naprawdę niefajne wrażenie; nie tylko ciężko się po nim poruszać, ale jest też po prostu brzydki. To samo z aplikacją telefonu -- interfejs sprawia wrażenie skleconego w pośpiechu i sprawił nam nieco kłopotów. W czasie rozmów ekran często w ogóle nie reagował, tak jakby hardware i software nie były prawidłowo skomunikowane. Oczywiste jest zatem, że niektóre elementy systemy Android wymagają jeszcze poważnych poprawek. Kolejną irytującą rzeczą jest ekran główny -- dostajemy tylko trzy ekrany na ikony i widżety. Co więcej, DROID nie jest fabrycznie wyposażony w jakiekolwiek widżety, choćby prognozę pogody. Co ciekawe istnieje aplikacja pogody, ale nie sposób się do niej dostać w standardowym trybie telefonu.

Co więcej, część software'u (również autorstwa samego producenta) nie radzi sobie z nową rozdzielczością zastosowaną w telefonie. Niektóre bitmapy wyglądają na nienaturalnie powiększone lub poszarpane, wyglądają tak np. ikony załączników w Gmailu. Gra Robo Defense wydawała się działać wolniej niż na Hero, co trochę nas zaskoczyło, chociaż została uaktualniona do nowej rozdzielczości. Nie są to problemy, które skreślają to urządzenie, ale wskazują na znaczącą różnicę między Google i ich developerami. Ktoś powinien nieco nadgonić.

Godnym odnotowania faktem a zarazem ogromną zaletą DROID-a jest to, że został on opracowany we współpracy z Google, co teoretycznie oznacza, że powinien otrzymywać szybsze i częstsze aktualizacje oprogramowania niż jego uboższe odpowiedniki w rodzaju CLIQ. Google Experience to swego rodzaju wizytówka Androida i w najlepszym interesie firmy leży utrzymywanie go w jak najlepszej formie. Ponieważ nie ma konieczności zatwierdzania aktualizacji przez kogokolwiek z zewnątrz, powinny one przebiegać bardzo sprawnie.

Jeśli chodzi o synchronizowanie multimediów, to Adroid nie rozwinął się ani trochę. Co prawda Double Twist jest już kompatybilny z DROID-em, ale póki co jego działanie pozostawia wiele do życzenia. Na razie najłatwiej po prostu użyć karty SD.



Nawigacja

Być może największym jak dotąd newsem towarzyszącym pojawieniu się DROID-a było wprowadzenie w pełni dedykowanej nawigacji zintegrowanej z Google Maps. DROID czyni użytek z tej funkcji przez włączenie trybu nawigacji po włożeniu telefonu do stacji dokującej (oczywiście można też wejść do aplikacji bez używania stacji). Google wyszło naprzeciw tym oczekiwaniom, dostarczając bogatej mieszanki informacji z satelity, map, informacji o ruchu ulicznym i położeniu z mówionymi wskazówkami. Oczywiście firma idzie krok dalej, dodając także informacje o parkingach, bankomatach, restauracjach, a nawet położeniu stacji benzynowych, przy czym nawigacja jest lepsza niż w wielu dedykowanych urządzeniach, co tłumaczyłoby poważny spadek wartości akcji firm Garmin i Tom Tom, którego ostatnio byliśmy świadkami. W naszych testach nawigacja na ogół działała świetnie, choć natknęliśmy się na pomniejsze problemy.

Nie jest rzeczą niezwykłą, że GPS wskazuje zły kierunek na trasie jednokierunkowej. Być może spowodowane to było nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, lecz zdarzyło się podczas pierwszej wycieczki: informacja, że mamy skręcić w lewo, podczas gdy było to niemożliwe, a następnie skierowanie nas na objazd (pętlę, rondo) nie dostarczyło nam ciepłych wrażeń. Wciąż jednak można uznać, że nawigacja działa w sposób bardzo intuicyjny i jest w przejrzysty sposób zaprojektowana i trudno byłoby twierdzić, że natrafiliśmy na jakieś większe błędy. Po chwili namysłu doszliśmy do wniosku, że dłuższe podróże (wyprawy) pozwolą ujrzeć DROIDA w lepszym świetle, ale i tak podoba nam się to, co zobaczyliśmy.

Żywotność Baterii

Nie mieliśmy zbyt wiele czasu aby sprawdzić jak długo DROID radzi sobie z bateriami zanim się wyczerpią, ale na pierwszy rzut oka wydaje się, że dotrzymuje on kroku najnowszym wynalazkom 3G. Wrażenie robi fakt, że za tą uroczą klapką znajduje się jedynie bateria o mocy 1400 mAh. Paul Miller, który równocześnie testował telefon, utrzymuje że użytkował go przez 24 godziny bez potrzeby doładowania (synchronizując, bez dłuższych rozmów i odcinków czasu z włączonym ekranem ). Ogólnie rzecz biorąc, trwałość baterii DROID-a nie jest może powalająca, ale nie odbiega też specjalnie od konkurencji. Co prawda nie zapiera ona tchu piersi, ale jest solidna i wydaje się lepsza niż w modelu CLIQ, który mimo tych samych baterii, daje radę pracować zaledwie przez jeden dzień typowego użytkowania.

Podsumowanie



Trudno przypadkowym obserwatorom nie traktować DROID-a jako rodzaju anty-iPhone`a w arsenale Verizon. Ostatnio ten amerykański operator przeprowadził kampanię reklamową pod nazwą DROID Does (DROID potrafi), nie jest też sekretem, że Verizon i Apple miewały wcześniej nieporozumienia -- ostatecznie to ten pierwszy zlekceważył IPhone`a pierwszej generacji.

Oczywiście łatwo jest zarysować podobieństwa między obydwoma urządzeniami, tak jak ma to miejsce z większością współczesnych smartfonów, mają one wiele punktów wspólnych, ale też wiele je od siebie odróżnia. O to właśnie chodzi – nie można na nie patrzeć w tak czarno biały sposób i kategorycznie mówić, że telefon Motoroli jest lepszy lub gorszy niż telefon Apple. To, co stanowi kwintesencję oceny tego rodzaju urządzenia, jest bardziej skomplikowane.

Jeśli musicie porównywać DROID-a z iPhone`em, wiedzcie, że platformie DROID-a dużo jeszcze brakuje, by jego używanie było tak płynne i jednolite jak w wypadku produktu Apple. Z drugiej strony Apple ma jeszcze długą drogę do pokonania, zanim przesyłanie wiadomości, maili i ogólny poziom przystosowania będzie mógł równać się z tym, co oferuje Google. Oba produkty mają zarówno mocne i słabe strony.

Czy DROID jest zatem dobrym smartfonem? Tak, jest wspaniałym smartfonem i ma wiele, o ile nie wszystkie cechy, jakich mógłby oczekiwać współczesny użytkownik. W ofercie Verizon nie ma prawdopodobnie lepszego urządzenia w sieci. Nie znaczy to, że urządzenie nie ma wad: aparat jest niewygodny w użyciu, wybór aplikacji wydaje się ubogi zarówno pod względem ilości jak i jakości (mimo iż przewiduje ponad 10 000 opcji), a telefon ma wiele nieintuicyjnych rozwiązań, które mogą drażnić po pewnym czasie niektórych użytkowników. Wciąż jednak trudno nie rekomendować DROID-a tym, którzy chcą zdziałać coś więcej, użytkując swoje telefony. To z pewnością najlepszy telefon oparty na Androidzie jaki do tej pory powstał. Kiedy połączycie nowy system operacyjny z fantastycznym designem rodem ze snów entuzjastów gadżetów, powstaje iście wybuchowa mieszanka. Ostatecznie jednak DROID nie zajmie w masowej wyobraźni miejsca iPhone'a ani też nie przeciągnie dotychczasowych użytkowników na stronę Androida. Z pewnością jednak uczyni wielu geeków naprawdę szczęśliwymi i są to -- naszym zdaniem -- wystarczająco dobre wieści.





Galerie




AOL Polska